Do cholery, co jest grane?! cz. 2

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedin

Do cholery co jest grane 2 www

Przed tygodniem napisałam post o zagrożeniach współczesności. Dziś go kontynuuję w ramach dotrzymania słowa. Ponownie będzie to subiektywny tekst oparty o doświadczenia mojej rodziny i moje obserwacje. Każdy ma prawo wyciągać własne wnioski na podstawie tego co widzi i słyszy. Ostatnio było o: jedzeniu, poznawaniu przestrzeni i rozwoju mowy. A w dzisiejszym tekście jest o: sposobach na spędzanie wolnego czasu, lekach, szczepionkach, treningu czystości i niepełnosprawności.
Zainteresowanych zapraszam do lektury!

Dla przypomnienia, jak w pierwszym poście Do cholery, co jest grane?! będę posługiwała się takimi określeniami: 

  • lata 40 XX wieku – to obraz dzieciństwa mojej Babci. Urodziła się ona w 1938 roku. Mieszkała w Polsce, w małej miejscowości pod Warszawą. Jej dzieciństwo nie było usłane różami – II Wojna Światowa.
  • lata 60 XX wieku – to czasy dzieciństwa moich Rodziców. Obydwoje urodzili się na początku lat 60. Były to czasy komuny w Polsce czyli, krótko mówiąc, dość specyficzny okres w historii naszego narodu.
  • końcówka lat 80 XX wieku – to obraz mojego dzieciństwa. Przyszłam na świat w 1988 roku a w 1989 roku Polska wyrwała się spod rządów komunistycznych.
  • końcówka lat 90 XX wieku – to czas, gdy na świat przyszła moja Siostra. Urodziła się w 1999 roku. Mimo, że jesteśmy z tego samego pokolenia nasze dzieciństwo różniło się znacząco, dlatego postanowiłam to uwzględnić.
  • XXI wiek – współczesność. Mam możliwość szeroko zakrojonej obserwacji. Więc chodzę i podziwiam co się wyprawia 😉

Do cholery, co jest grane?!
Zabawy, gry, telewizja i komputery

(lata 40′) Gdy zadałam Babci to pytanie popatrzyła na mnie dziwnie i dodała, że czasu na zabawę to ona za dużo nie miała, bo trzeba było krowy paść, chodzić do lasu zbierać jagody, grzyby lub konwalie a zimą pomagać w domu. Wtedy, w okresie wiosenno – jesiennym, były “modne” skupy dobrodziejstw lasu i takim zbieractwem zajmowały się dzieci. Tak się zastanawiam czy było to rozsądne z różnych względów, bezpieczeństwa zbierających jak i jedzących, np. grzyby. Babcia mówiła, że nikt od tego nie umarł, czyli chyba źle nie było 🙂 Kiedy obowiązki były dopełnione można było odetchnąć i pobawić się szmacianymi lalkami lub spędzić czas na świeżym powietrzu, grając w klasy, palanta, berka i państwa. Ostatnia gra polegała na tym, że stawało się w kilka osób dość blisko siebie. Następnie stojąc w jednym miejscy kijkiem obrysowywało się swoje państwo. Tak robiła każda osoba, uczestnicząca w grze. Kolejnym krokiem było to, że podchodziło się do granicy swojego państwa i ponownie, z innego miejsca, wyrysowywało się kijkiem nową granicę. Zagarnianie terytorium innego państwa było wliczone w rozgrywkę. Wygrywała osoba z największym państwem.
Jak się nie trudno domyślić telewizji i komputera moja Babcia na oczy za dziecka nie widziała. Popularne w tamtych czasach były głośniki na słupach w miastach i miasteczkach, przez które nadawane były komunikaty i wiadomości. Po jakimś czasie pojawiły się radioodbiorniki w domach.

(lata 60′) Dzieci w tych czasach swój wolny czas spędzały głównie na dworze grając w piłkę, klasy, dwa ognie (zbijak), berka, podchody, gumę, państwa ze scyzorykiem – oh, te ówczesne BHP 😉 jeżdżąc na rowerze, wrotkach, skacząc po garażach i drzewach. Najbezpieczniejszą formą skakania było skakanie na skakance. Zimą dużą atrakcją był śnieg 🙂 a wiec sanki, zjazdy na workach z sianem, jazda na łyżwach (jeśli ktoś takie posiadał) lub na takich “udawanych łyżwach”. Chodziło tu o ostrza przypinane do butów. Z gier domowych znane były pchełki (metalowa kulka w pazłotku i pudełku po zapałkach), guzik na sznurku, Wyścig pokoju (gra planszowa), bierki, karty, sznurek i przeplatanie go na palcach.
Zadając pytanie o komputerach myślałam, że było retoryczne aczkolwiek takim się nie okazało. Moim Rodzice powiedzieli, że o komputerach się uczyli w liceum, że nawet kazano im uczyć się linijek kodu potrzebnych do napisania programu ale wtedy komputera nawet na zdjęciu nie widzieli 🙂 Wszyscy wiedzieli, że istniał ale nikt go nie widział 😉
Telewizja w tych czasach zaczęła się rozwijać i pełniła raczej rolę jednoczącą ludzi. Programów i transmisji telewizyjnych nie było zbyt wiele a telewizory w małym miasteczku (około 3 tys. mieszkańców) były np. 2 🙂 Więc jak leciała dobranocka, Zwierzyniec lub Pan Samochodzik to wszystkie dzieciaki z połowy miasta się zlatywały, jak ten jeden z dwóch posiadaczy tego cacka wystawiał go na parapecie i pozwalał oglądać 😉 

(lata 80′) Całe swoje dzieciństwo w większości spędziłam na podwórku grając w gumę lub jeżdżąc latem na rowerze  a zimą na łyżwach, sankach lub worku 😉 Miałam też własną huśtawkę i piaskownicę. Latem prócz roweru najlepszą zabawą były kąpiele w stawie przy domu. Choć dziś jak sobie to przypominam, to nie wiem jak się tego nie bałam. Dużo ryb, żab i jaszczurek i w tym wszystkim “mała ja” 🙂 Maseczki błotne były nieodzowną częścią kąpieli. Oprócz tych podwórkowych atrakcji, grywałam z Babcią w karty, w wojnę lub w świnie, w szachy i chińczyka. Klocki Duplo i Lego długo nie wychodziły z kanonu ulubionych zabaw. Podobnie jak budowanie szałasów z taboretów, parasolek i koców. Mile wspominam także malowanie z Mamą w wakacje na balkonie lub w kuchni. Nie lubiłam za bardzo zabawy lalkami. Zmieniło się to, gdy Tata zrobił mi piętrowy domek dla lalek z kartonu, Dziadek drewniane meble a Babcia poszyła lub porobiła na drutach ubranka dla lalek. Wtedy się zaczęło 😉
Telewizji nie oglądałam za dużo. Ważnym punktem wieczoru była dobranocka do kolacji. Gdy chorowałam i zostawałam w domu oglądałam bajki produkcji Hanny Barbery czyli Jetsonowie, Flinstonowie, Top Cat, Scooby Doo, itd. Ulubione filmy to Akademia policyjna i Akademia wojskowa 🙂
Za pieniądze komunijne kupiłam sobie Konsolę Pegasus. To był szał. Mario, Big Nose, Czołgi, itd. Pierwszy komputer widziałam w wieku około 9 lat, a swój pierwszy dostałam, na spółkę z Siostrą, w wieku 11 lat.

(lata 90′) Jak to w przypadku młodszego rodzeństwa, moja Siostra wiele zabawek otrzymała po mnie w spadku. Ukochane były oczywiście książki, co uwidacznia się także i dziś 🙂 Dzięki niej klocki Duplo, Lego i lalki przeżywały drugą młodość. Babcia także wznowiła produkcję sukienek, butów i innych ubranek. Do roweru, pływania w stawie i wariactw na śniegu doszła jazda na rolkach i hulajnodze. Siostra również dużo malowała, grała w karty, gry planszowe i logiczne.
W czasach jej dzieciństwa w telewizji pojawiały się całe kanały dla dzieci z całodniowymi cyklami bajek. Dobrze, że miała inne ciekawsze zajęcia i nie korzystała z nich zbyt dużo.
Komputer w jej życiu pojawił się zdecydowanie szybko, bo już po pierwszych urodzinach. Aczkolwiek nie był on obiektem zbytniego zainteresowania. Był, bo był. Można było czasem popatrzeć jak ktoś gra. Jednak samodzielne korzystanie z niego nastąpiło w wieku może 4 lat i była to zabawa programem graficznym Paint 😉 

(XXI wiek) Mieszkam na dość dużym osiedlu w Anglii, gdzie praktycznie w każdym domku lub mieszkaniu jest 2 lub 3 dzieci. Jednak dzieci widzę najczęściej jak wsiadają lub wysiadają z aut jadąc i wracając ze szkoły. Czasem, gdy przechodzę obok placów zabaw, bo jest ich w Anglii dość sporo, to dzieci jest na nim jak na lekarstwo. Dzieci w UK bardzo często jeżdżą na hulajnogach. Można powiedzieć, że to swojego rodzaju tutejszy dziecięcy sport 😉
Z wywiadów z rodzicami dowiaduję się, że już dzieci 2, 3 – letnie nagminnie korzystają z tabletów, iPad’ów, telefonów, komputerów i oczywiście z Youtube, oglądając bajki lub grając w gry. Niekiedy rodzice chwalą się, że dziecko jeszcze nie mówi a jest na tyle obrotne, że ściąga sobie bajki lub aplikacje…  Rozmawiałam niedawno z jedną z Mam, która stwierdziła, że jak ona była mała to błędnik pracował na wszystkie strony, bo dzieci robiły fikołki, bawiły się na trzepach, huśtawkach, a teraz jest on w jednej pozycji “komputerowo – telewizyjno – tabletowej” 🙂 Ilość (bo jest to w tym momencie już nie do policzenia) bajek w telewizji jak taka ogromna, że głowa mała. Pomiędzy jedną a drugą puszczane są “migawki” promujące co będzie dalej do obejrzenia. I jak tu się skupić i zrozumieć, o co w tym wszystkim właściwie chodzi!
Dostępność zabawek jest olbrzymia. Można kupić praktycznie wszystko. Dzieci mają “podawane wszystko na tacy”. Nie są “zmuszane” do kreatywności, do wymyślania zabawek z niczego. Choć w Internecie jest dużo blogów, promujących pożyteczne zabawy z dziećmi 🙂 Uf. Na szczęście!!! Oby stało się to modne.

Do cholery, co jest grane?!
Leki, szczepionki, trening czystości

(lata 40′) Były to czasy niełatwe – wojna i wszystkie związane z nią następstwa – ubóstwo, zbombardowane miasta i wsie, poniszczone rurociągi, kanalizacje, problemy z czystą, bieżącą wodą, itd. W takich warunkach nie było trudno o chorobę. Ospa, odra, zatrucia pokarmowe, choroby górnych dróg oddechowych często okazywały się śmiertelne, bo o lekarstwa było bardzo ciężko. A i lekarzy wielu nie było. Niekiedy dzieci umierały nie tyle na daną chorobę, co na powikłania po niej.
Leczono głównie ziołami, bańkami i innymi sposobami naturalnymi. W szkołach podawano dzieciom tran na porannych apelach.
Szczepionki nie były aż tak bardzo znane.
Co do treningu czystości to odbywał się on dość szybko, bo pranie tetrowych pieluch w rzekach i na tarkach do przyjemnych nie należało 😉 A i dziecku z taką mokrą pieluchą za fajnie nie było.

(lata 60′) Moim Rodzice stwierdzili, że na nic takiego poważnego nie chorowali. Wspominali jedynie o przeziębieniach, grypach i sporadycznych przypadkach zachorowań na odrę wśród rówieśników. Ich zdaniem byli zahartowani sposobem zabawy. Mama opowiadała, że czasem przychodziła cała mokra i zmarznięta do domu zimą, po zabawie na śniegu, że zimna woda z kranu ją parzyła 🙂
W latach 60′ popularne stały się lekarstwa, tj. pyralgina i ampicylina w tabletkach oraz penicylina i gentamycyna, która jak się potem okazało, powodowała nieodwracalną głuchotę. Dwa ostatnie antybiotyki były podawane w formie zastrzyków.
Trening czystości, podobnie jak wcześniej, był przeprowadzany dość szybko z podobnych powodów. Choć już w tamtych czasach można było kupić pralkę Franię.

(lata 80′) Byłam dość chorowitym dzieckiem, zwłaszcza gdy zaczęłam przygodę z przedszkolem. Ciągle zapalenia płuc i leczenie zastrzykami nie należały do przyjemnych. Chorowałam na tyle często, że Rodzice zdecydowali się po pierwszym roku w przedszkolu nie puszczać mnie do niego, aż do momentu gdy skończę 6 lat. I tak też się stało. W sześciolatkach przebyłam świnkę i to było na tyle z mojego chorowania.
Gdy byłam mała pamiętam wycieczki przedszkolne a potem szkolne do przychodni zdrowia na szczepionki. Nie było ich jakoś bardzo dużo. Ale były.
Z relacji Rodziców wiem, że trening czystości nie przysporzył im i mnie większych problemów. Po raz kolejny pieluchy tetrowe pomogły szybko rozwiązać problem.

(lata 90′) Siostra zaczęła chorować bardzo wcześnie. Lekarze przypisywali jej mnóstwo antybiotyków. Tej całej chemii było tak dużo, że szkliwo na jej mlecznych zębach nie wytrzymało tego i koniec końców zrobiło się czarne.
Szczepionek było sporo, bo pamiętam, że często chodziłam z Siostrą i Mamą do ośrodka zdrowia, żeby dopełnić obowiązkowych zastrzyków. Mama wspominała też, że gdy Siostra była mała zaczęły pojawiać się szczepionki 3 w 1.
Pod koniec lat 90′ “modne” stały się alergie. Ludzie zaczęli o tym wspominać. Jeśli ktoś miał katar w maju lub łzawiły mu oczy w lipcu, to na pewno był na coś uczulony.
Trening czystości z racji pojawienia się pampersów trochę obsunął się w czasie ale wszystko w granicach normy 😉

(XXI wiek) Praktycznie większość dzieci jest alergikami. Dużo z nich powstaje w wyniku nietolerancji produktów spożywczych. Rzadko bywa tak, że na wywiadzie rodzice nie podkreślą, że dziecko nie może jeść mleka, czekolady, owoców cytrusowych lub orzechów. Coraz częściej trafiają do mnie dzieci, które muszą być na diecie bezcukrowej lub/ i bezglutenowej.
Szczepionek jest bardzo dużo. Co i rusz proponowane są rodzicom nowe cudowne szczepionki na wszystko. Popularna jest szczepionka 5 w 1, która zdaniem wielu badaczy i rodziców jest bardzo szkodliwa i niesie ze sobą wielkie ryzyko.
Trening czystości jest często odwlekany. Dzieci nie śpieszą się z odstawieniem pampersów, bo przecież teraz są one tak chłonne, że dziecko nie odczuwa dyskomfortu z powodu wilgotności. A i rodziców odstrasza jedynie cena pampersów, bo po jednorazowym użyciu wyrzuca się je a nie pierze 😉

Trochę pozytywniej o XXI wieku
Odbiór społeczny dziecka niepełnosprawnego

(lata 40′) Wiele dzieci było niepełnosprawnych fizycznie z racji doświadczeń wojennych lub powojennych zabaw niewybuchami na łąkach, stawach lub lasach. Według wspomnień Babci sporadycznie słyszało się o dzieciach niepełnosprawnych umysłowo. Choć trudno ocenić to, czy ich po prostu nie było, czy były tylko “chowane” przed światem i zamykane w specjalnych ośrodkach.

(lata 60′) Dzieci niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie nie było zbyt wiele w otoczeniu moich Rodziców. Wspomnieli o 2 lub 3 przypadkach niepełnosprawności intelektualnej. W szpitalach często rodziły się dzieci z rozszczepem wargi lub/ i podniebienia oraz wodogłowiem. Na przełomie lat 60′ i 70′ powstawało sporo domów opieki społecznej, w których mieszkały osoby niepełnosprawne intelektualnie. Czyli dzieci z problemami rodziły się ale były one izolowane od społeczeństwa.

(lata 80′) Pamiętam tylko jednego kolegę z klasy, który miał MPD (Mózgowe Porażenie Dziecięce). Intelektualnie był sprawny tylko przykurcz nogi zniekształcał jego chód. Z niepełnosprawnością zetknęłam się bardziej dopiero po 2000 roku. Chodziłam wtedy do gimnazjum.

(lata 90′) W mediach zaczęły pojawiać się kampanie reklamowe odnośnie niepełnosprawności. Wielu rodziców zaczęło prosić ludzi o pomoc w walce z chorobą dziecka. Państwo zaczęło zmieniać infrastrukturę miast i miasteczek, by ułatwiać osobom, z problemami w przemieszczaniu, życie.

(XXI wiek) Wiele słyszy się o fundacjach, stowarzyszeniach, które niosą pomoc osobom niepełnosprawnym. Społecznie ludzie mają większą świadomość niepełnosprawności. Na pewno lepiej z nią jest w większych miastach ale i rodzice z mniejszych miejscowości walczą o pieniądze na leczenie swojego dziecka lub bliskiej osoby. Nie wstydzą się mówić o tym głośno. W sieci pojawia się wiele blogów poświęconych dzieciom niepełnosprawnym. Na facebook’owych osiach czasu można czytać prośby o wpłatę 1% na konto osoby potrzebującej. Niepełnosprawność nie jest już takim wielkim tematem tabu, jak to było wcześniej. Choć w tej kwestii mogą powiedzieć więcej jedynie osoby, które żyją z tym na co dzień. Ja oceniam to z perspektywy widza.

Podsumowanie

Będzie krótko i treściwie:
Żyj prosto i radośnie, korzystaj z każdego dnia, łap chwile i kreuj niezapomniane wspomnienia swojego dziecka a unikaj wszystkiego co pożera Twój czas i zaśmieca głowę Twojemu Szkrabowi 🙂


Spodobał Ci się dzisiejszy wpis?

Jeżeli tak, to świetnie! DOŁĄCZ do pozostałych a otrzymasz mojego e-booka Diagnoza logopedyczna w pigułce oraz innych BEZPŁATNYCH materiałów. Czasem powiadomię Cię też o moich najnowszych artykułach. Doceniam to, że tu jesteś. A teraz...

Wpisz imię

Podaj e-mail

 

Coś podobnego!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedin
Posted in Blog, Moim zdaniem and tagged , , , , , , , , , , , .

3 Comments

  1. Jakże to wszystko prawdziwe i jednocześnie smutne. Dokładnie tydzień temu przejeżdżając przez moje stare osiedle, gdzie zdzierałam kolana bawiąc się w podchody, grając w palanta,klipę czy ganiając po klatkach schodowych (doprowadzając sąsiadów do szaleństwa;-)…pomyślałam-Gdzie u diabła są dzieci???Nie ma…
    Serdeczności Pani Kamilo:-)

  2. Pani Kamilo,
    Pragnę pogratulować świetnie prowadzonej strony. Niedawno trafiłam na Pani bloga i żałuję, że tak późno. Wpisy są ciekawe, a pomysły zabaw bardzo pomocne. Dawno żadna strona nie połknęła mnie na tak długo. Szkoda, ze mieszka Pani tak daleko od nas, na pewno Pani zajęcia tez są wspaniałe.
    Pozdrawiam, Kamila – mama dwujęzycznego dziecka z ORM i psycholog
    P.S. Wracam na blog szukać pomocy do pracy z synkiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *